Termin i jego definicje  

Nim przejdziemy do próby zdefiniowania, czym jest tak naprawdę homoseksualizm, warto nadmienić, że samo pojęcie homoseksualizmu pojawiło się po raz pierwszy w dziewiętnastowiecznej literaturze medycznej (1869), wprowadzone przez Karla Marię Kertbeny’ego. Były to czasy, kiedy zaczęto odstępować od średniowiecznego postrzegania zachowań czy aktów homoseksualnych jako czyny grzeszne (obarczone sankcjami karnymi – najczęściej karą śmierci), a samo zjawisko „miłości jednopłciowej” [termin autora] przesunięto na obszar medycyny, uznając je za dewiację i patologię, którą należało leczyć. Wcześniej ludzi dopuszczających się aktów seksualnych z osobami tej samej płci nazywano m.in. pederastami lub sodomitami, zaś ówczesny termin pojęciowy odnoszący się do omawianego zjawiska brzmiał: uranizm bądź pederastia

Tak więc niegdysiejszy uranizm czy też pederastia (w żadnym wypadku niepostrzegane wówczas jako orientacja seksualna, a nazywające jedynie szereg skłonności i zachowań seksualnych) w wieku XIX zaczął być określany terminem homoseksualizm, któremu jeden z ówczesnych uczonych, Richard von Kraft-Ebing, nadał następującą definicję, obowiązującą w wielu krajach zachodnich jeszcze przez kolejne stulecie: homoseksualizm to dewiacja, choroba i degeneracja mózgu [synteza autora].

Do zmian semantyczno-merytorycznych odnoszących się do dziewiętnastowiecznego terminu homoseksualizm przyczynił się w pierwszej połowie kolejnego stulecia amerykański badacz ludzkiej sfery seksualnej, nazwiskiem Kinsley, który stworzył podwaliny naukowo-badawcze do wykreślenia homoseksualizmu z listy zaburzeń psychicznych, co stało się w roku 1973 na plenarnym posiedzeniu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Idąc za orzeczeniem amerykańskiej instytucji naukowej, Światowa Organizacja Zdrowia wydała podobne orzecznictwo w niespełna dwadzieścia lat później (1991). W pierwszym z dekretów czytamy, co następuje:

Psychologowie, psychiatrzy i inni specjaliści zajmujący się zdrowiem psychicznym, zgadzają się co do faktu, że homoseksualność nie jest chorobą, zaburzeniem psychicznym czy problemem emocjonalnym. Ponad 35 lat obiektywnych, dobrze zaprojektowanych badań naukowych wykazało, że homoseksualność, sama w sobie, nie wiąże się z zaburzeniami psychicznymi lub emocjonalnymi czy społecznymi problemami. Homoseksualność niegdyś była uważana za chorobę, ponieważ specjaliści zajmujący się zdrowiem psychicznym i społeczeństwo dysponowali nierzetelnymi, opartymi na uprzedzeniach, informacjami.

Mimo to, z wydanej w tym samym roku 1973 publikacji autorstwa dr hab. Kazimierza Imieuńskiego pt. Zaburzenia psychoseksualne nadal można się było dowiedzieć, że homoseksualizm jest zboczeniem płciowym, zaś „zboczeńcy” homoseksualni to mężczyźni upodabniający się wyglądem i zachowaniem do kobiet, noszący długie włosy, szminkujący usta i przebierający się w kobiece szaty [s.163]. Na szczęście ten – wynikający z wielowiekowej stygmatyzacji zjawiska, uprzedzeń socjo-kulturowych oraz nakładających się na nie ograniczeń intelektualnych wielu jeszcze badaczy – karykaturalny obraz geja (niemal prowokujący śmiech) został gruntownie przemalowany i ostatecznie u schyłku XX wieku homoseksualizm nie był już żadną jednostką chorobową, zaś środowiska naukowo-medyczne zaczęły definiować go jako 

trwałe zaangażowanie psycho-emocjonalne i pociąg do tej samej płci, będące jedną z trzech orientacji seksualnych: heteroseksualizm, biseksualizm i homoseksualizm. 

Z upływem niespełna dwudziestu lat te same środowiska naukowo-medyczne coraz częściej zaczynają mówić o homoseksualizmie jako o tzw. tożsamości seksualnej (nie: tożsamości płciowej), argumentując, że problematyka zagadnienia jest tak złożona, iż współcześnie nie można już postrzegać zachowań, pragnień, aktów płciowych, zaangażowań emocjonalnych, etc. człowieka jako stałe, definitywnie ukonstytuowane i kategorycznie obiektywne, ale należy rozpatrywać je w świetle płynności, zmienności oraz także w kontekście poza seksualnym, niejako bardziej holistycznie. Nie istnieją bowiem uniwersalne kryteria, którymi wszyscy ludzie kierują się, określając własną orientację seksualną, która – jak twierdził już sam Kinsley – może być usytuowana w skali natężeń zachowań bardziej homo- lub heteroseksualnych (skala: 0 – 6), gdzie obie liczby przedstawiały skrajne orientacje seksualne, a osobnik z trójką byłby zdecydowanie biseksualny.

To, że mowa jest dziś m.in. o tzw. płynności lub/i zmienności zachowań seksualnych, a podejście naukowców do zagadnienia staje się jeszcze bardziej liberalne i kognitywne (wieloaspektowe od strony samego poznania), w żadnym wypadku nie implikuje, iż współcześni badacze uważają homoseksualizm za tożsamość (orientację) seksualną dającą się ad hoc przemodelować. Nic bardziej mylnego. Naukowcy, prezentując takie – modne zresztą ostatnio w każdej dziedzinie – kognitywne podejście do tematu, sygnalizują, że obiektywna, kategoryczna (a zarazem arbitralna sama w sobie) ocena czyjejś tożsamości (orientacji) seksualnej jest w zasadzie niemożliwa, bowiem zachowania i pragnienia seksualno-emocjonalne człowieka są szerokim wachlarzem różnych składowych, u jednych bardziej ukonstytuowanym (definitywny homoseksualizm – większość przypadków) u innych mogącym ulec na przestrzeni lat pewnym transformacjom lub wręcz – w skrajnych przypadkach – będącym ciągłą zmienną w czasie (raz okres homo-, raz heteroseksualizmu). O ile wachlarz różnych składowych próbujący jako tako zdefiniować czyjąś seksualność jest jeszcze do zaakceptowania, o tyle zmieniająca się w życiu jednostki – niczym sinusoida – tożsamość seksualna w czasie i przestrzeni jest już dość dziwnym przypadkiem i szczerze przyznaję, że osobiście nie zaobserwowałem takiego kazusu (równoczesne zainteresowanie jednostki obiema płciami w tym samym okresie życia jest jak najbardziej do uchwycenia, jednak orientacja seksualna zmieniająca się np. co pięć lat, jak w jakimś dziwnym zaprogramowanym urządzeniu, jest trudna do wyobrażenia).

Wracając jednak do tzw. wachlarza różnych składowych [określenie autora], który – zdaniem współczesnych autorów – uniemożliwia jednoznaczną i/lub obiektywną identyfikację seksualną, należy zauważyć, że faktycznie może istnieć osoba, u której np.:
 
a) pociąg seksualny ukierunkowany jest na tę samą płeć, 
b) przekonania kulturowo-religijne każą wypierać takiej jednostce z podświadomości przynależność do LGBT (mowa o egodystonii), 
c) osoba ta utrzymuje wbrew sobie seksualne kontakty z płcią przeciwną, będąc z nią w związku małżeńskim z pobudek kulturowych, 
d) ma bliskiego przyjaciela swojej płci, którego darzy platoniczną miłością, 
e) generalnie – jest aseksualna, jednak obowiązki małżeńskie każą jej prowadzić życie erotyczne, 
f) ona sama ocenia siebie jako jednostkę heteroseksualną, 
g) zaprzyjaźniona seksuolożna nazywa ją krypto gejem (tzw. ukrywający się, nieprzyznający się do swojej orientacji homoseksualny osobnik płci męskiej).

Kiedy widzimy taki przypadek, faktycznie – mogłyby się w nas zrodzić wątpliwości co do oceny orientacji seksualnej takiej jednostki. Uświadomione osoby trzecie (zaprzyjaźniona seksuolożka) orzekną o seksualności przyjaciela w sposób pozornie obiektywny, a przy tym dość arbitralny; „orzecznictwo” samego zainteresowanego będzie zdecydowanie subiektywne; niezapoznane z tematem osoby trzecie – będą rzekomo obiektywnie orzekały o heteronormatywnej seksualności znajomego; zaś sama tożsamość seksualna delikwenta – gdyby miała swój rozum – będzie zbita z tropu.

Tak przedstawiony przypadek próby identyfikacji tożsamości seksualnej [osobiście wolę posługiwać się terminem: orientacja seksualna] rzeczywiście udowadnia, że może to być problem daleko złożony, wobec czego nie powinien podlegać żadnej dyskusji, zaś sama ewentualna ocena omawianej tożsamości może być jedynie subiektywna, a my jako społeczeństwo (osoby postronne) powinniśmy uszanować autoidentyfikację każdej jednostki. Jednak co będzie, jeśli każdy dokona zrozumiałej tylko jemu samemu identyfikacji seksualnej? Czy wówczas będzie miało sens w jakikolwiek sposób definiować czyjąkolwiek seksualność? Zacznijmy może od tego, że by zdefiniować poprawnie czyjąś tożsamość (orientację) seksualną, należałoby uprzednio w sposób jednoznaczny zdefiniować płeć np. obu zainteresowanych sobą jednostek (ludzi), gdyż dopiero wówczas można dokonać jakiejkolwiek dalszej „klasyfikacji”. I tu pojawia się ogromny problem, bowiem po pierwsze: współcześni naukowcy wymieniają aż kilka rodzajów płci, po drugie: o ile osoba pragnąca określić swoją tożsamość seksualną byłaby w stanie zidentyfikować własną płeć (w oparciu o kryteria naukowe), o tyle nie będzie ona dysponowała narzędziami, za pomocą których mogłaby „jednoznacznie” zdefiniować płeć własnego obiektu porządania.
    Od zdefiniowania płci do 
    określenia tożsamości seksualnej
W publikacji Seksualność w życiu człowieka (2004) pod redakcją prof. Marii Beisert odnajdujemy następujące rodzaje płci:

płeć genetyczna – zależna od obecności genu SRY, odpowiedzialnego za syntezę antygenu H-Y;
płeć chromosomalna – zależna od posiadanych chromosomów płciowych XX lub XY lub ich mutacji;
płeć gonadalna – zależna od obecności jajników (osobniki żeńskie) i jąder (osobniki męskie);
płeć hormonalna – zależna od dominującej syntezy estrogenów (hormony żeńskie) lub androgenów (hormony męskie);
płeć genitalna – zależna od rodzaju tzw. dróg wyprowadzających (osobniki żeńskie: jajowody, macica, pochwa; osobniki męskie: najądrza, nasieniowody, prącie);
płeć fenotypowa (cielesna) – najogólniej mówiąc, zależna od wyglądu człowieka w każdym okresie życia (cechy fizyczne żeńskie lub męskie);
płeć metrykalna – zależna od urzędowego wpisu do metryki;
– płeć psychiczna czyli płeć mózgu – silnie związana z poczuciem przynależności jednostki do osobników ogólnie rzecz biorąc męskich lub żeńskich (jest ona odmienna od pozostałych rodzajów płci u osób transseksualnych).

W warunkach prawidłowego rozwoju jednostki wymienione rodzaje płci są zazwyczaj w bezpośrednim związku przyczynowym, wobec czego możemy mówić o tzw. kompatybilności cech lub aspektów płciowych [termin autora] oraz relatywnie prostej próbie identyfikacji tożsamości płci. Próba ta jest o tyle relatywnie prosta, że żadna osoba uważająca się za „stuprocentowego mężczyznę” w myśl wypisanego wyżej podziału nie może mieć stuprocentowej pewności, czy w jej organizmie nie wykształciły się w okresie płodowym chociażby „zalążki” jajników lub czy nie dominuje u niej synteza estrogenów (to ostatnie powinno prawdopodobnie przełożyć się fenotypowo na obraz widocznych cech żeńskich). O ile jednak przy prawidłowym obrazie fenotypowym i genitalnym (cechy w pełni męskie; narządy płciowe zewnętrzne w pełni męskie) można by zakładać stuprocentową identyfikację płci u takiego osobnika, to próba zdefiniowania płci u osoby „metrykalnie męskiej” z wyraźnym obrazem fenotypowych cech żeńskich i / lub jakimś uszczerbkiem w obrazie genitalnym (np. bardzo małe prącie, małe jądra w mosznie) może nie być łatwa, o ile w ogóle jest możliwa. Jak bowiem zdefiniować płeć osobnika, który a) metrykalnie przynależy do świata mężczyzn, b) genitalnie – do świata męskiego z zaznaczeniem jakichś deficytów genitalnych, c) psychicznie – „pół na pół”, d) zaś chromosomalnie, gonadalnie czy hormonalnie – do świata, który najpierw należałoby zbadać „klinicznie”, bowiem ludzkie gołe oko nie jest władne dokonać takiej oceny.

Dzięki współczesnej nauce wiemy już, że natura może powołać na świat „kobietę” (metrykalną) z uwięzionymi jądrami w powłokach brzusznych lub „mężczyznę” z utajonymi jajnikami, lecz jak w takim razie zdefiniować płeć obu jednostek. Ich płeć gonadalnie będzie opozycyjna wobec płci metrykalnej, co samo już wykluczy tzw. kompatybilność aspektów płciowych i każe szybko postawić sobie pytanie, jak będzie w ich przypadku z pozostałymi „rodzajami płci”. A skoro tak trudno jest wobec tego tę płeć zdefiniować, zatem: jak zdefiniować bez zidentyfikowanej płci tzw. tożsamość seksualną, o której jest dziś tak głośno wszem i wobec? Poza tym: czy ostateczną płeć możemy definiować na podstawie sumy tzw. płci cząstkowych, czy też brak kompatybilności wykluczy możliwość zidentyfikowania płci całościowo? Nazwać gejem czy hetero osobę, która metrykalnie jest mężczyzną a gonadalnie kobietą, zaś pociąg odczuwa jedynie do osobników płci męskiej? Ta tęcza w pewnym sensie nieco absurdalnych pytań każde nam – i być może kazała również współczesnym seksuologom – bardziej holistycznie spojrzeć na problem określania tożsamości (orientacji) seksualnej i powinna nam dać do myślenia, czy nie najwyższy czas skończyć z podziałem ludzi na homo-, bi- i heteroseksualnych. Rodzi on bowiem jedynie liczne uprzedzenia i sprawia, że ludzie nie potrafią – i nie mogą – żyć ze sobą w pokojowej symbiozie. 
    Jestem gejem, hetero czy bi?
Ponieważ, w świetle wyżej wymienionych argumentów, próba zdefiniowania tożsamości (orientacji) seksualnej nie jest łatwa, wyjściem z trudnej sytuacji wydaje się rozpatrywanie niniejszego problemu na dwóch następujących płaszczyznach: na płaszczyźnie samej seksualności oraz płaszczyźnie emocjonalnej. Pierwszą można by rozłożyć na tzw. skali seksualności, drugą zaś – na skali emocjonalności psycho-erotycznej [wszystkie terminy autora].

Skala seksualności, podobna zresztą do słynnej Kinsley’owskie skali (0 – 6), przedstawiałaby tylko i wyłącznie ocenę ukierunkowania popędu płciowego w stronę bardziej kobiecą lub męską, pozwalając na obiektywne oszacowanie zainteresowania jednostki relacją seksualną z kobietą lub mężczyzną (albo z jedną i drugą płcią), podczas gdy skala emocjonalności psycho-erotycznej odzwierciedlałaby faktyczne pragnienie oraz potencjalną możliwość wejścia w głębszą relację uczuciową z kobietą lub mężczyzną (albo jedną i drugą płcią). Zatem jeśli płaszczyzna pierwsza sprowadzałaby się nade wszystko do sfery libido, dawała nam obraz pożądania seksualnego i pozwala odpowiedzieć sobie na pytanie, z którą z płci dana osoba pragnie odbyć w danym momencie stosunek i która z płci – ogólnie rzecz biorąc – bardziej ją interesuje pod kątem czystego (często przygodnego) aktu seksualnego; płaszczyzna druga byłaby obrazem szerszych aspektów relacji międzyludzkiej i pozwala udzielić odpowiedzi na pytanie: z którą z płci dana osoba jest w stanie (i pragnie) zawrzeć głęb-szą relację, często rozpoczynającą się stanem zauroczenia, następnie przechodzącą w zakochanie, a ostatecznie zwaną – miłością.

Podział taki byłby o tyle bezpieczny, że pozwalałby nieco precyzyjniej zobrazować dzisiejszy przekrój różnych postaw seksualno-emocjonalnych i teoretycznie dawał możliwość osobie określającej się jako heteroseksualna zdefiniowania swoich zachowań erotycznych jedynie na tzw. skali seksualności, nie każąc jej określać się jako biseksualista, tylko z powodu utrzymywania przez nią sporadycznych relacji seksualnych z innymi mężczyznami oraz z tytułu zainteresowania np. ich ciałem [przypominam, że na tej stronie traktujemy tylko o mężczyznach]. Warto tutaj nadmienić, że przypadki mężczyzn, którzy są zdolni do wchodzenia w głębszą relację uczuciową jedynie z kobietami, lecz na płaszczyźnie seksualnej wykazują zainteresowania męskim ciałem i okazjonalnie uprawiają seks z innymi mężczyznami – przypadki te określane są często błędnie jako biseksualne, mimo że w świetle dzisiejszych standardów nazewniczych mianem biseksualnego określa się mężczyznę mogącego wejść zarówno w relację czysto seksualną, jak i głębszą relację emocjonalną z obiema płciami (uwaga: z pełną odpowiedzialnością pozwolę sobie wysunąć hipotezę, że osobniki takie niemalże nie występują w przyrodzie, co udowadniał będę w kolejnych tekstach, bazując na zebranym materiale statystycznym i na własnych wieloletnich obserwacjach!).

Wracając jednak do tytułu niniejszego tekstu, spróbujmy w oparciu o obie płaszczyzny, odpowiedzieć sobie na pytanie o własną tożsamość seksualną.

Młody człowiek, podejrzewający się o tzw. skłonności homoseksualne, powinien najpierw udzielić sobie odpowiedzi na dwa proste pytania:

a) Czy moje zainteresowanie płcią męską sprowadza się do potrzeby ścisłej bliskości cielesnej (tors, sylwetka, genitalia, usta) i emocjonalnej z wymarzonym przeze mnie partnerem, którego będę darzył lub darzę uczuciem (zauroczenie, zakochanie, kochanie)?

b) Czy moje zainteresowanie tą samą płcią przejawia się JEDYNIE w zachwycaniu się i / lub pożądaniu cielesnym (tors, sylwetka, genitalia) drugiego mężczyzny i ewentualną chęcią zrealizowania tego pożądania w akcie seksualnym z nim?

Jeśli na żadne z obu pytań nie padnie odpowiedź TAK, wówczas orientację można zdefiniować jedynie jako heteroseksualną. Jeśli odpowiedź TAK padnie na drugie pytanie, można mówić o czymś, co dzisiaj najczęściej same osoby zainteresowane zdefiniują jako BI (orientacja biseksualna), choć w wypadku udzielenia odpowiedzi na TAK w tym pytaniu – ocena tożsamości seksualnej wcale nie jest taka prosta, a sama tożsamość nie jest jednoznaczna. Jeśli natomiast odpowiedź na TAK padnie na pierwsze pytanie, nie ma cienia wątpliwości, że będziemy mieli do czynienia z mężczyzną homoseksualnym, którego po prostu nazwiemy gejem (z krwi i kości).

Wyraźnie zatem widać, że by w sposób kategoryczny orzekać o czyimś hetero- lub homoseksualizmie (tzw. stuprocentowym), wystarczy w zasadzie wziąć pod lupę naszą skalę emocjonalności psycho-erotycznej (patrz: pytanie pierwsze), bowiem to właśnie w niej zawarta jest cała prawda o tym, jak zdefiniować naszą seksualność pod kątem najważniejszym: społeczno-kulturowym. Z kolei próba doprecyzowania naszych „preferencji” seksualnych powinna się odbywać w dalszej kolejności, w tym wypadku w oparciu o tzw. skalę seksualności. Przedstawia się ona w następujący sposób: 

cdn.

Homoseksualizm

Na niniejszej podstronie znaleźć można odpowiedzi na następujące pytania:

1. 
Co oznacza słowo "homoseksualizm"?

2. 
Kiedy poraz pierwszy pojawiło się pojęcie homoseksualizmu?

3. 
Kogo nazywano pederastami i sodomitami?

4. 
Czy był kiedyś uranizm lub pederastia?

5. 
Kiedy Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wykreśliło homoseksualizm z listy chorób?

6. 
Kiedy Światowa Organizacja Zdrowia wykreśliła homoseksualizm z listy zaburzeń psychicznych?

7. 
Jak brzmi orzeczenie Światowej Organizacji Zdrowia w sprawie homoseksualizmu?

8. 
Co to jest tożsamość seksualna?

9. 
Co to jest orientacja seksualna?

10. 
Czy i jak można zdefiniować płeć?

11. 
Jakie są rodzaje płci?

12. 
Jak zdefiniować (określić) własną orientację (tożsamość) seksualną (hetero, bi, homo)?

Zapoznaj się z całym tekstem, jeśli pragniesz uzyskać odpowiedź na każde z wyżej postawionych pytań. Zdobywaj wiedzę, lecz stosuj się do mojej maksymy, która brzmi:

„Niech każdy z nas podpiera się wiedzą, lecz niechaj stoi na własnym rozumie.”

Powieść gejowska

Wszystkich Czytelników serwisu zapraszam do zapoznania się z nową polską powieścią gejowską pt. LEMON. Szczegóły na stronie autora.
Kliknij na okładkę!

O autorze

Imię i nazwisko:
Alexander Haus

Wykształcenie:
wyższe

Ukończony kierunek:
filologia (specjalność: językoznawstwo)

Wykonywane zawody:
redaktor, pisarz, tłumacz

Adres mailowy:
alexanderhaus@interia.pl


Strona autora:
www.alexanderhaus.manifo.com
Darmowe strony internetowe dla każdego